Nietzsche – „Ecce Homo” – 1888

Inna mądrośc i samoobrona polega na tym, by  n a j m o ż l i w i e j   r z a d k o   r e a g o w a ć  i unikać położeń i warunków, w których by się było skazanym swoją „wolność”, swoją inicjatywę niejako zawiesić i stać się czystym reagens. Uczony, który w gruncie rzeczy tylko książki „odwala” – filolog o umiarkowanym zapędzie około dwustu dziennie – traci w końcu na wskroś i zupełnie zdolność myślenia na własną rękę. Jeśli nie odwala, nie myśli.  O d p o w i a d a  na podnietę (myśl czytaną), skoro myśli, w końcu reaguje już tylko. Uczony wydaje całą swą siłę na mówienie „tak” i „nie”, na krytykę tego, co już pomyślane – on sam już nie myśli… Instynkt samoobrony skruszał w nim, w przeciwnym razie broniłby się przeciw książkom. Uczony – do decadent. – Widziałem to na własne oczy: zdolne, bogato i swobodnie uposażone natury po trzydziestce już „na śmierć zaczytane”, jeszcze tylko zapałki, które trzeć trzeba, by iskry – „myśli” – wydały. – Wczesnym rankiem o brzasku dnia, wśród całej świeżości, o jutrzni swej siły – czytać  k s i ą ż k ę  – to zwę występkiem! 

*

Ostatecznie nie może nikt z rzeczy, wliczając w to książki, wysłyszeć więcej niż wie. Do czego nie ma się dostępu na podstawie tego, co się samemu przeżyło, na to zgoła nie ma się ucha. Wyobraźmy sobie teraz najdalej idący wypadek: że książka mówi o samych takich wydarzeniach, które leżą zupełnie poza możliwością częstego, lub choćby rzadkiego doświadczenia – że jest to  p i e r w s z y  język dla oddania nowego szeregu doświadczeń. W tym wypadku nie będzie się nic po prostu słyszało, w tym akustycznym złudzeniu, że gdzie nic się nie słyszy, tam  t e ż   n i c   n i e  m a…

*

W istocie urzeczywistniłem w życiu przykaz Stendhala: radzi on wstęp do społeczeństwa otworzyć sobie  p o j e d y n k i e m.

*

Opadło mnie  z n i e c i e r p l i w i e n i e  sobą; zrozumiałem, że czas najwyższy pomyśleć znowu o sobie. Nagle stało mi się w sposób straszny jasne, jak wiele czasu strwoniłem – jak bezużytecznie, jak samowolnie wygląda całe moje istnienie filologiczne na tle mego zadania. Wstydziłem się tej  f a ł s z y w e j  skromności… Dziesięć lat poza sobą, w których właściwie  o d ż y w i a n i e  ducha próżnowało we mnie, w których nie douczyłem się niczego potrzebnego, w których zapomniałem niedorzecznie dużo dla rupieci zapylonej uczoności

Wtedy też odgadłem dopiero związek między sprzecznie z instynktem obraną działalnością, tak zwanym „powołaniem”, do którego  n a j m n i e j  jest się powołanym – i swą potrzebą  z a g ł u s z e n i a  uczucia czczości i głodu za pomocą sztuki narkotycznej – na przykład sztuki Wagnera. Rozejrzawszy się uważniej, odkryłem, że w takim samym złym położeniu znajduje się wielka ilość młodzieńców: jedna przeciwnaturalność  w y m u s z a  formalnie drugą. (…) by nie być dwuznacznym, jest aż zbyt wielu skazanych rozstrzygać o sobie przedwcześnie i potem  m a r n i e ć   pod niedającym się zrzucić brzemieniem… Ci pragną Wagnera, jako  o p i a t u – zapominają o sobie, pozbywają się siebie na chwilę… Co mówię!  N a   p i ę ć   d o   s z e ś c i u   g o d z i n!

*

Czuję ochotę, uważam nawet za obowiązek, powiedzieć Niemcom  w s z y s t k o, co mają na sumieniu.  W s z y s t k i e   w i e l k i e   z b r o d n i e   k u l t u r a l n e   c z t e r e c h   s t u l e c i   m a j ą   n a   s u m i e n i u!… I zawsze z tego samego powodu, z najwnętrzniejszego przed rzeczywistością  t c h ó r z o s t w a, które jest także tchórzostwem przed prawdą, ze zmienionej u nich w instynkt nieprawdziwości, z „idealizmu”… Niemcy pozbawili Europę żniwa, sensu ostatniego  w i e l k i e g o  okresu, okresu odrodzenia, w chwili, kiedy wyższy porządek wartości, kiedy wartości dostojne, życiu przyświadczające, przyszłość poręczające osiągneły w siedzibie wartości przeciwnych,  w a r t o ś c i   u p a d k u, zwycięstwo – i   a ż   w   g ł ą b   i n s t y n k t u   t y c h,  c o   t a m   s i e d z i e l i! Luter, ten mnich złowieszczy, przywrócił Kościół i, co po tysiąckroć gorsze, chrześcijaństwo z chwilą, gdy  o n o   u l e g a ł o… Chrześcijaństwo, to w religię wcielone  z a p r z e c z e n i e   w o l i   ż y c i a… Luter, mnich niemożliwy, który z powodu swej „niemożliwości” na Kościół napadł – i – przeto! – go przywrócił… Katolicy mieliby powody święcić uroczystości Lutrowe, pisać widowiska Lutrowe… Luter – i „odrodzenie obyczajowe”! (…) Gdy z niesłychaną dzielnością i przezwyciężeniem siebie osiągnięto właśnie rzetelny , niedwuznaczny, doskonale naukowy sposób myślenia, Niemcy umieli dwa razy znaleźć drogi chyłkowe do starego „ideału”, pojednanie między prawdą a ideałem, formuły na prawo odrzucenia wiedzy, na prawo do  k ł a m s t w a. Leibniz i Kant – te dwa największe hamulce intelektualnej rzetelności Europy! – Kiedy wreszcie na moście między dwoma stuleciami decadence zjawiła się force majeure geniuszu i woli, dość silna do stworzenia z Europy jedności, jedności politycznej i  g o s p o d a r c z e j, w celu opanowania ziemi, Niemcy przez swoje „wojny o wolność”, pozbawili Europę sensu, cudownego sensu w istnieniu Napoleona – mają przeto wszystko, co nastąpiło, co dziś istnieje, na sumieniu, tę  n a j p r z e c i w n i e j s z ą   k u l t u r z e  chorobę, i niedorzeczność, jaka istnieje,  n a c j o n a l i z m, tę nevrose nationale, na którą Europa chorzeje, to uwiecznienie drobnopaństewkowości europejskiej,  m a ł e j  polityki: pozbawili Europę nawet jej sensu, jej  r o z u m u – zawlekli ją w ulicę bez wyjścia. – Czy zna kto, oprócz mnie,  w y j ś c i e z tej ulicy?… Zadanie, dość wielkie,  z ł ą c z e n i a  na nowo ludów Europy?…

*

Nie znoszę tej rasy, z którą razem będąc, jest się zawsze w złym towarzystwie.

*

Bowiem gdy prawda zetrze się z kłamstwem tysiącleci, nastąpią przewroty, zatrzęsie się ziemia, przeniosą się góry i doliny, że nawet o czymś podobnym nie śniono. Pojęcie polityki rozpłynie się wówczas całkiem w wojnie duchów, wszystkie potężne twory starej społeczności wysadzone zostaną w powietrze – wszystkie spoczywają na kłamstwie: nastaną wojny, jakich jeszcze nie było na ziemi. Dopiero ode mnie poczyna się na ziemi  w i e l k a   p o l i t y k a.

*

Znam swój los. Kiedyś przylgnie do imienia mego wspomnienie czegoś potwornego – przesilenia, jakiego zgoła nie było na ziemi, najgłębszego starcia się sumień, rozstrzygnięcia wywołanego  p r z e c i w  wszystkiemu, w co dotąd wierzono, czego żądano, co uświęcono. Jam zgoła nie człowiek, jam dynamit.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: