Proust 4:230

Kałuże wody, których nie osuszyło błyszczące słońce, zmieniały grunt w prawdziwe bagnisko. Pomyślałem o babce, która niegdyś nie umiała przejść dwóch kroków, aby się nie zachlapać. Ale z chwilą gdym doszedł do drogi, to było prawdziwe olśnienie. Tam, gdzie widziałem z babką w sierpniu jedynie liście i jakby rusztowanie jabłoni, teraz, jak okiem sięgnąć, jabłonie kwitły z niesłychanym przepychem, z nogami w błocie, a w toalecie balowej, nie troszcząc się o to, aby nie zniszczyć najcudowniejszego różowego atłasu, jaki można sobie wyobrazić, błyszczącego w słońcu; odległy horyznt morza dawał im tło jak gdyby japońskiej ryciny; kiedy podniosłem głowę, aby spojrzeć na niebo poprzez kwiaty, które przepuszczały jego rozpogodzony, niemal fiołkowy błękit, rzekłbyś, że się rozsuwają, aby ukazać głąb tego raju. Pod tym lazurem lekki, ale zimny podmuch wiatru wprawiał w drżenie czerwniejące bukiety. Błękitne sikory przysiadały na gałęziach i skakały pobłażliwie między kwiatami, tak jakby jakiś amator egzotyzmu i barw sztucznie stworzył to żywe piękno. Ale piękno to wzruszało do łez, bo choćby najdalej zaszło w swoim wyrafinowaniu, czuło się, że jest naturalne, że te jabłonie są tam w szczerym polu jak chłopi na gościńcu francuskim. Następnie, po promieniach słońca przyszły nagle promienie deszczu, posiekały pręgami cały widnokrąg, pochwyciły szereg jabłoni w szarą sieć. Ale te dalej wznosiły swoją kwitnącą i różową piękność na wietrze, który stał się lodowaty w tej ulewie: to był dzień wiosny. 

Tagi: ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: