Dezso Kosztolanyi

22 Styczeń 2016

Słuchaj, Czy chcesz się ze mną bawić, powiedz?

W przygodach i wyprawach towarzyszyć?

Trzymając się za ręce w ciemność pobiec….

Przystanąć, serca trzepot uciszyć…
Chcesz z miną półsurową, pół szelmowską

Wody do wina lać umiarkowanie?

Rzucać perłami cieszyć się błahostką

Przez ciżbę strojną w lichym przyjść gałganie?
Słuchaj, czy chcesz się ze mną bawić w życie?

Codziennie zaczynając od nowa?

Czy umiesz w długą pluchę lub śnieżycę

W milczeniu pić herbatę rubinową?
Chcesz żyć rozrzutnie, serca strat nie licząc?

I tylko z rzadka trwożąc się, że oto

Listopad znów przechadza się ulicą?

Ten biedaczysko z szeleszczącą miotłą.
Chcesz się ze mną bawić w ptasi lot za oknem?

Podróż w nieznane, stuk pociągu, okręt?

Sen, dobroć, Boże narodzenie, szczęście?

Chcesz się ze mną bawić w szczęśliwych kochanków?
W pełni naiwną i czystą przyjemność?

Przez tysiąc nocy i tysiąc poranków….zabawę zmieniać w rzeczywistość?

Trzymając się za ręce w ciemność pobiec…

I w śmierć się ze mną bawić?

Czy chcesz? 
Powiedz….

Vicomte James Bryce

20 Październik 2015

“Gentlemen, why in heaven’s name this haste? You have time enough. […] Ages and ages lie before you. Why sacrifice the present to the future, fancying that you will be happier when your fields teem with wealth and your cities with people? In Europe we have cities wealthier and more populous than yours, and we are not happy. You dream of your posterity; but your posterity will look back to yours as the golden age, and envy those who first burst into this silent, splendid nature, who first lifted up their axes upon these tall trees, and lined these waters with busy wharves. Why, then, seek to complete in a few decades what the other nations of the world took thousands of years over in the older continents? […] Why, in your hurry to subdue and utilize nature, squander her splendid gifts? […] Why hasten the advent of that threatening day when the vacant spaces of the continent shall all have been filled, and the poverty or discontent of the older States shall find no outlet? You have opportunities such as mankind has never had before, and may never have again. Your work is great and noble; it is done for a future longer and vaster than our conceptions can embrace. Why not make its outlines and beginnings worthy of these destinies, the thought of which gilds your hopes and elevates your purposes?”

http://oll.libertyfund.org/titles/697/188503

Translating Miłosz

20 Listopad 2014

i jednak tłumaczenie Miłosza – mówił publiczności podczas spotkania w Artetece WBP. – Zwłaszcza jego „Widzeń nad zatoką San Francisco”. Każde zdanie zawierało tak wiele treści, że musiałem się nad każdym długo zastanawiać, żeby niczego nie utracić. Kiedy mi się w końcu udawało znaleźć odpowiednie słowa, satysfakcja była ogromna.

http://ninateka.pl/audio/berkeley-miejsca-milosza

Tarkowski, Zwierciadło

31 Maj 2010

Naszych spotkań każdą chwilę czciliśmy jak objawienie
Jedyni na całym świecie
Tyś śmielsza i lżejsza od ptasiego skrzydła
po schodach biegłaś przez stopnie i prowadziłaś
przez wilgotne bzy
w swoje władanie

z tamtej strony zwierciadła, kiedy zapadła noc
została mi darowana łaska, carskie wrota otwarte
i w ciemności jaśniała i wolno się skłaniała nagość

i budząc się ‚bądź błogosławiona’ mówiłem
i wiedziałem, że zuchwałe jest moje błogosławieństwo

spałaś
by dotknąć powiek błękitu wszechświata
ku Tobie
bzy chyliły się ze stołu
błekitem dotknięte powieki spokojne były, a ręka ciepła

a w krysztale pulsowały rzeki, dymiły góry, jaśniały morza
a Ty trzymałaś kulę na dłoni kryształową i spałaś na tronie
i – Boże sprawiedliwy – byłaś moją..

Ty obudziłaś się i przemieniłaś powszedni ludzki słownik
mowa wypełniła gardło pełnobrzmiącą siłą
i słowo „Ty” ukazało swój nowy sens
i oznaczało „Car”

Na świecie wszystko się przeobraziło, nawet zwyczajne rzeczy
Miednica, kiedy stała między nami jak na straży,
uwarstwiona i twarda woda

Pociągnęło nas w nieznane
przed nami rozstępowały się jak miraże
wzniesione cudem miasta
sama się kładła mięta nam pod nogi
i ptaki nam towarzyszyły w drodze
i ryby podpływały w rzece

i niebo rozpostarło się przed oczami
kiedy los szedł w ślad za nami
jak szalony z brzytwą w ręce

Czesław Miłosz, „Rodzinna Europa”

26 Kwiecień 2010

Dalej, na Renie, niosło nas tak szybko, że główna robota polegała na sterowaniu. Bez przerwy od dzioba do tyłu biegło ostrzeżenie o skałach czy pniach drzew. Ale radość była nie tylko fizyczna. Zakręt rzeki krył tajemnicę i kiedy odsłaniała się, zapierała nam oddech. Jeżeli gdzie, to tutaj wolno powiedzieć, że przenikaliśmy w kraj zaczarowany. Nad zieloną wodą zwisały ze stromej spadzizny gałęzie, tworząc groty, na pewno apartamenty nimf. Na gałęziach mogliby siedzieć wojownicy Delawarów z powieści Fenimore’a Coopera. Wyżej obracały się winnice na stokach i zamki. Łapczywość spojrzenia była tym większa, że na całą tę bujność (powrót do raju utraconego) rzucało się okiem tylko z ukosa, ocierając ramieniem pot z twarzy. Czasami, na krótko, kiedy zdradliwości rzeki wymagały mniej uwagi, kładło się wiosło na kolanach i wiedziało się, że nic z tego, co się mija, nie będzie nigdy znowu dane, że trzeba to wziąć na zawsze.

*

Nie przesądzam, na ile opisane tutaj przypadki są typowe dla niektórych środowisk Europy Wschodniej. Porównując nas jednak z mieszkańcami państw spokojnych i uładzonych, skłonny byłbym, pomimo wszelkich naszych nieszczęść i cierpień, uznać nas za szczęśliwszych pod jednym względem. Ani nowe modele samochodów, ani podróże, ani przygody miłosne nie dadzą eliksiru młodości. Wydzierając swoją porcję rozrywek i rozkoszy, narażamy się na zemstę czasu, który stępia naszą zmysłową chłonność. My jednak odkryliśmy, że eliksir młodości nie jest urojeniem, właśnie dlatego, że zaglądnęliśmy w głąb piekieł naszego stulecia. Nikt nie zdobywa się na to chętnie. Poza tym zagęszczony, przyśpieszony czas, inny niż fizjologiczny, mścił się obozem koncentracyjnym, kulą czy atakiem serca. Niemniej uczył absolutnego zainteresowania i pękały przegrody dzielące jednostkowe od zbiorowego, styl od instytucji, estetykę od polityki. Gdyż cudowny eliksir jest to pewność, że nasza wiedza o tym, co ludzkie, nie ma kresu, że nie przystoi nadymać się powagą, bo każde nasze osiągnięcie spada we wczoraj, zawsze więc jesteśmy uczniami wstępnej klasy. Podejrzewam, że tam, gdzie na niezmiennym niemal tle jednostka odbywa swoją wyprawę od dzieciństwa po starość, gdzie nie burzą jej przyzwyczajeń zmienne koleje społecznego ładu, zbyt łatwo popada się w melancholię rzeczy zastanych i nieprzejrzystych. Dwudziestoletni wymawiają wtedy z grymasem znużenia fałszywy aforyzm: „wszystko to już było”.

Poprzez klęski i katastrofy ludzkość szuka eliksiru młodości, czyli u-filozoficznienia, żaru, jaki podtrzymuje wiara w powszechną użyteczność naszego indywidualnego wysiłku, choćby z pozoru nie zmieniał nic w żelaznych trybach świata. Nie jest wykluczone, że nam z Europy Wschodniej przypadło być w tym awangardą. Wybierając, musieliśmy poświęcać jedne wartości w imię innych, to jest istotą tragizmu. Tylko jednak za cenę tak wyostrzającego doświadczenia w nowym blasku ukazują się stare prawdy. Kiedy ambicja doradza nam wznieść się ponad proste zasady moralne, strzeżone przez ubogich duchem, zamiast obierać je wśród zmienności za igłę kompasu, niszczeje to, co jedynie może okupić nasze szaleństwa i błędy, miłość.

Oskar Miłosz – „Symfonia Listopadowa” – tłum. Czesław Miłosz

14 Czerwiec 2009

To będzie zupełnie, jak w tym życiu było. Ten sam pokój
– Tak, moje dziecko, ten sam. O świcie, ptak czasów w listowiu
Bladym jak umarła: wtedy służące wstają
I słyszy się mroźny, głuchy brzęk wiader

U fontanny. O straszna, straszna młodości! Serce puste!
To będzie zupełnie, jak w tym życiu było. Nadejdą
Biedne zimowe głosy ze starych przedmieści,
Szklarz ze swoją powtarzającą się piosenką,

Babunia przełamana, która spod brudnej chustki
Wykrzykuje nazwy ryb, mężczyzna w niebieskim fartuchu,
Który pluje w zużytą od dźwigania rękę
I wrzeszczy nie wiadomo co, jak Anioł Sądu.

To będzie zupełnie, jak w tym życiu było. Ten sam stół,
Biblia, Goethe, atrament i jego zapach przeszłości,
Papier, biała kobieta, która w myśli czyta,
I pióro, i portret. Moje dziecko, moje dziecko.

To będzie zupełnie, jak w tym życiu było! Ten sam ogród
Głęboki, głęboki, gęsty, ciemny. I w południe
Ucieszą się ludzie, że tu się zebrali,
Ludzie ubodzy, nawzajem nieznani, ci, co nie wiedzą

Jedni o drugich, jak tylko to, że ubrać się trzeba
Jak na święto i iść, iść w głąb nocy,
Samotnie, w zagubieniu, bez lampy i bez miłości.
To będzie zupełnie, jak w tym życiu było. Ta sama aleja:

I (w popołudnie jesienne) na zakręcie alei,
Tam, gdzie piękna droga schodzi trwożliwie jak kobieta
Zbierająca ostatnie kwiaty – słuchaj, dziecko –
Spotkamy się, jak kiedyś, tu.

A ty zapomniałaś kolor tamtej swojej sukni,
Ale ja chwil szczęśliwych poznałem niewiele.
Ty będziesz ubrana w blady fiolet, piękny żalu!
Kwiaty mojego kapelusza będą smutne i małe,

A ja nie będę wiedział ich nazwy: bo w moim życiu znałem
Jeden tylko kwiat, niezabudkę, dziwne ziele,
Co śpi w ciemnych dolinach, w kraju Zabawa w Chowane,
Daleko, daleko. Tak, serce, tak, studnio! Jak w tym życiu było.

I ścieżka cienista będzie tam, wilgotna
Od echa strumieni. I opowiem tobie
O mieście na wodzie i o rabbim z Bacharach,
I o nocach florenckich. I jeszcze tam stanie

Walący się, niski mur, gdzie drzemał w żałobie
Zapach dawnych, dawnych deszczów i trędowata trawa,
Zimna i tłusta, pryśnie szorstkimi kwiatami
Na niemy potok.

Nietzsche – „Ecce Homo” – 1888

23 Maj 2009

Inna mądrośc i samoobrona polega na tym, by  n a j m o ż l i w i e j   r z a d k o   r e a g o w a ć  i unikać położeń i warunków, w których by się było skazanym swoją „wolność”, swoją inicjatywę niejako zawiesić i stać się czystym reagens. Uczony, który w gruncie rzeczy tylko książki „odwala” – filolog o umiarkowanym zapędzie około dwustu dziennie – traci w końcu na wskroś i zupełnie zdolność myślenia na własną rękę. Jeśli nie odwala, nie myśli.  O d p o w i a d a  na podnietę (myśl czytaną), skoro myśli, w końcu reaguje już tylko. Uczony wydaje całą swą siłę na mówienie „tak” i „nie”, na krytykę tego, co już pomyślane – on sam już nie myśli… Instynkt samoobrony skruszał w nim, w przeciwnym razie broniłby się przeciw książkom. Uczony – do decadent. – Widziałem to na własne oczy: zdolne, bogato i swobodnie uposażone natury po trzydziestce już „na śmierć zaczytane”, jeszcze tylko zapałki, które trzeć trzeba, by iskry – „myśli” – wydały. – Wczesnym rankiem o brzasku dnia, wśród całej świeżości, o jutrzni swej siły – czytać  k s i ą ż k ę  – to zwę występkiem! 

*

Ostatecznie nie może nikt z rzeczy, wliczając w to książki, wysłyszeć więcej niż wie. Do czego nie ma się dostępu na podstawie tego, co się samemu przeżyło, na to zgoła nie ma się ucha. Wyobraźmy sobie teraz najdalej idący wypadek: że książka mówi o samych takich wydarzeniach, które leżą zupełnie poza możliwością częstego, lub choćby rzadkiego doświadczenia – że jest to  p i e r w s z y  język dla oddania nowego szeregu doświadczeń. W tym wypadku nie będzie się nic po prostu słyszało, w tym akustycznym złudzeniu, że gdzie nic się nie słyszy, tam  t e ż   n i c   n i e  m a…

*

W istocie urzeczywistniłem w życiu przykaz Stendhala: radzi on wstęp do społeczeństwa otworzyć sobie  p o j e d y n k i e m.

*

Opadło mnie  z n i e c i e r p l i w i e n i e  sobą; zrozumiałem, że czas najwyższy pomyśleć znowu o sobie. Nagle stało mi się w sposób straszny jasne, jak wiele czasu strwoniłem – jak bezużytecznie, jak samowolnie wygląda całe moje istnienie filologiczne na tle mego zadania. Wstydziłem się tej  f a ł s z y w e j  skromności… Dziesięć lat poza sobą, w których właściwie  o d ż y w i a n i e  ducha próżnowało we mnie, w których nie douczyłem się niczego potrzebnego, w których zapomniałem niedorzecznie dużo dla rupieci zapylonej uczoności

Wtedy też odgadłem dopiero związek między sprzecznie z instynktem obraną działalnością, tak zwanym „powołaniem”, do którego  n a j m n i e j  jest się powołanym – i swą potrzebą  z a g ł u s z e n i a  uczucia czczości i głodu za pomocą sztuki narkotycznej – na przykład sztuki Wagnera. Rozejrzawszy się uważniej, odkryłem, że w takim samym złym położeniu znajduje się wielka ilość młodzieńców: jedna przeciwnaturalność  w y m u s z a  formalnie drugą. (…) by nie być dwuznacznym, jest aż zbyt wielu skazanych rozstrzygać o sobie przedwcześnie i potem  m a r n i e ć   pod niedającym się zrzucić brzemieniem… Ci pragną Wagnera, jako  o p i a t u – zapominają o sobie, pozbywają się siebie na chwilę… Co mówię!  N a   p i ę ć   d o   s z e ś c i u   g o d z i n!

*

Czuję ochotę, uważam nawet za obowiązek, powiedzieć Niemcom  w s z y s t k o, co mają na sumieniu.  W s z y s t k i e   w i e l k i e   z b r o d n i e   k u l t u r a l n e   c z t e r e c h   s t u l e c i   m a j ą   n a   s u m i e n i u!… I zawsze z tego samego powodu, z najwnętrzniejszego przed rzeczywistością  t c h ó r z o s t w a, które jest także tchórzostwem przed prawdą, ze zmienionej u nich w instynkt nieprawdziwości, z „idealizmu”… Niemcy pozbawili Europę żniwa, sensu ostatniego  w i e l k i e g o  okresu, okresu odrodzenia, w chwili, kiedy wyższy porządek wartości, kiedy wartości dostojne, życiu przyświadczające, przyszłość poręczające osiągneły w siedzibie wartości przeciwnych,  w a r t o ś c i   u p a d k u, zwycięstwo – i   a ż   w   g ł ą b   i n s t y n k t u   t y c h,  c o   t a m   s i e d z i e l i! Luter, ten mnich złowieszczy, przywrócił Kościół i, co po tysiąckroć gorsze, chrześcijaństwo z chwilą, gdy  o n o   u l e g a ł o… Chrześcijaństwo, to w religię wcielone  z a p r z e c z e n i e   w o l i   ż y c i a… Luter, mnich niemożliwy, który z powodu swej „niemożliwości” na Kościół napadł – i – przeto! – go przywrócił… Katolicy mieliby powody święcić uroczystości Lutrowe, pisać widowiska Lutrowe… Luter – i „odrodzenie obyczajowe”! (…) Gdy z niesłychaną dzielnością i przezwyciężeniem siebie osiągnięto właśnie rzetelny , niedwuznaczny, doskonale naukowy sposób myślenia, Niemcy umieli dwa razy znaleźć drogi chyłkowe do starego „ideału”, pojednanie między prawdą a ideałem, formuły na prawo odrzucenia wiedzy, na prawo do  k ł a m s t w a. Leibniz i Kant – te dwa największe hamulce intelektualnej rzetelności Europy! – Kiedy wreszcie na moście między dwoma stuleciami decadence zjawiła się force majeure geniuszu i woli, dość silna do stworzenia z Europy jedności, jedności politycznej i  g o s p o d a r c z e j, w celu opanowania ziemi, Niemcy przez swoje „wojny o wolność”, pozbawili Europę sensu, cudownego sensu w istnieniu Napoleona – mają przeto wszystko, co nastąpiło, co dziś istnieje, na sumieniu, tę  n a j p r z e c i w n i e j s z ą   k u l t u r z e  chorobę, i niedorzeczność, jaka istnieje,  n a c j o n a l i z m, tę nevrose nationale, na którą Europa chorzeje, to uwiecznienie drobnopaństewkowości europejskiej,  m a ł e j  polityki: pozbawili Europę nawet jej sensu, jej  r o z u m u – zawlekli ją w ulicę bez wyjścia. – Czy zna kto, oprócz mnie,  w y j ś c i e z tej ulicy?… Zadanie, dość wielkie,  z ł ą c z e n i a  na nowo ludów Europy?…

*

Nie znoszę tej rasy, z którą razem będąc, jest się zawsze w złym towarzystwie.

*

Bowiem gdy prawda zetrze się z kłamstwem tysiącleci, nastąpią przewroty, zatrzęsie się ziemia, przeniosą się góry i doliny, że nawet o czymś podobnym nie śniono. Pojęcie polityki rozpłynie się wówczas całkiem w wojnie duchów, wszystkie potężne twory starej społeczności wysadzone zostaną w powietrze – wszystkie spoczywają na kłamstwie: nastaną wojny, jakich jeszcze nie było na ziemi. Dopiero ode mnie poczyna się na ziemi  w i e l k a   p o l i t y k a.

*

Znam swój los. Kiedyś przylgnie do imienia mego wspomnienie czegoś potwornego – przesilenia, jakiego zgoła nie było na ziemi, najgłębszego starcia się sumień, rozstrzygnięcia wywołanego  p r z e c i w  wszystkiemu, w co dotąd wierzono, czego żądano, co uświęcono. Jam zgoła nie człowiek, jam dynamit.

R.W. Emerson, „Nature”,

28 Kwiecień 2009

(…) If the stars should appear one night in a thousand years, how would men believe and adore; and preserve for many generations the remembrance of the city of God which had been shown! But every night come out these envoys of beauty, and light the universe with their admonishing smile.

*

The lover of nature is he whose inward and outward senses are still truly adjusted to each other; who has retained the spirit of infancy even into the era of manhood. His intercourse with heaven and earth, becomes part of his daily food. In the presence of nature, a wild delight runs through the man, in spite of real sorrows.

*

In the woods too, a man casts off his years, as the snake his slough, and at what period soever of life, is always a child. In the woods, is perpetual youth. 

*

The name of the nearest friend sounds then foreign and accidental: to be brothers, to be acquaintances, — master or servant, is then a trifle and a disturbance. I am the lover of uncontained and immortal beauty. In the wilderness, I find something more dear and connate than in streets or villages. In the tranquil landscape, and especially in the distant line of the horizon, man beholds somewhat as beautiful as his own nature.

*

The waving of the boughs in the storm, is new to me and old. It takes me by surprise, and yet is not unknown.

*

Yet it is certain that the power to produce this delight, does not reside in nature, but in man, or in a harmony of both. It is necessary to use these pleasures with great temperance. For, nature is not always tricked in holiday attire, but the same scene which yesterday breathed perfume and glittered as for the frolic of the nymphs, is overspread with melancholy today. Nature always wears the colors of the spirit.

*

„More servants wait on man 
Than he ‚ll take notice of.” ——

*

The private poor man hath cities, ships, canals, bridges, built for him. He goes to the post-office, and the human race run on his errands; to the book-shop, and the human race read and write of all that happens, for him; to the court-house, and nations repair his wrongs. He sets his house upon the road, and the human race go forth every morning, and shovel out the snow, and cut a path for him.

*

in common life, whosoever has seen a person of powerful character and happy genius, will have remarked how easily he took all things along with him, — the persons, the opinions, and the day, and nature became ancillary to a man.

*

Words are signs of natural facts. The use of natural history is to give us aid in supernatural history: the use of the outer creation, to give us language for the beings and changes of the inward creation. Every word which is used to express a moral or intellectual fact, if traced to its root, is found to be borrowed from some material appearance. Right means straightwrong meanstwisted. Spirit primarily means wind;transgression, the crossing of a linesupercilious, the raising of the eyebrow. We say the heart to express emotion, the head to denote thought; andthought and emotion are words borrowed from sensible things, and now appropriated to spiritual nature. Most of the process by which this transformation is made, is hidden from us in the remote time when language was framed; but the same tendency may be daily observed in children. Children and savages use only nouns or names of things, which they convert into verbs, and apply to analogous mental acts.

But this origin of all words that convey a spiritual import, — so conspicuous a fact in the history of language, — is our least debt to nature. It is not words only that are emblematic; it is things which are emblematic. Every natural fact is a symbol of some spiritual fact. Every appearance in nature corresponds to some state of the mind, and that state of the mind can only be described by presenting that natural appearance as its picture. An enraged man is a lion, a cunning man is a fox, a firm man is a rock, a learned man is a torch. A lamb is innocence; a snake is subtle spite; flowers express to us the delicate affections. Light and darkness are our familiar expression for knowledge and ignorance; and heat for love. Visible distance behind and before us, is respectively our image of memory and hope.

*

These are not the dreams of a few poets, here and there, but man is an analogist, and studies relations in all objects. He is placed in the centre of beings, and a ray of relation passes from every other being to him. 

*

The corruption of man is followed by the corruption of language. When simplicity of character and the sovereignty of ideas is broken up by the prevalence of secondary desires, the desire of riches, of pleasure, of power, and of praise, — and duplicity and falsehood take place of simplicity and truth, the power over nature as an interpreter of the will, is in a degree lost; new imagery ceases to be created, and old words are perverted to stand for things which are not; a paper currency is employed, when there is no bullion in the vaults. In due time, the fraud is manifest, and words lose all power to stimulate the understanding or the affections. Hundreds of writers may be found in every long-civilized nation, who for a short time believe, and make others believe, that they see and utter truths, who do not of themselves clothe one thought in its natural garment, but who feed unconsciously on the language created by the primary writers of the country, those, namely, who hold primarily on nature.

But wise men pierce this rotten diction and fasten words again to visible things; so that picturesque language is at once a commanding certificate that he who employs it, is a man in alliance with truth and God. The moment our discourse rises above the ground line of familiar facts, and is inflamed with passion or exalted by thought, it clothes itself in images. A man conversing in earnest, if he watch his intellectual processes, will find that a material image, more or less luminous, arises in his mind, cotemporaneous with every thought, which furnishes the vestment of the thought. Hence, good writing and brilliant discourse are perpetual allegories.

*

„the smallest weight may be made to lift the greatest, the difference of weight being compensated by time;”

*

„A cripple in the right way, will beat a racer in the wrong;”

*

„Long-lived trees make roots first;”

*

what difference does it make, whether Orion is up there in heaven, or some god paints the image in the firmament of the soul? The relations of parts and the end of the whole remaining the same, what is the difference, whether land and sea interact, and worlds revolve and intermingle without number or end, — deep yawning under deep, and galaxy balancing galaxy, throughout absolute space, — or, whether, without relations of time and space, the same appearances are inscribed in the constant faith of man? Whether nature enjoy a substantial existence without, or is only in the apocalypse of the mind, it is alike useful and alike venerable to me. Be it what it may, it is ideal to me, so long as I cannot try the accuracy of my senses.

*

The world proceeds from the same spirit as the body of man. It is a remoter and inferior incarnation of God, a projection of God in the unconscious. But it differs from the body in one important respect. It is not, like that, now subjected to the human will. Its serene order is inviolable by us. It is, therefore, to us, the present expositor of the divine mind. It is a fixed point whereby we may measure our departure. As we degenerate, the contrast between us and our house is more evident. We are as much strangers in nature, as we are aliens from God. We do not understand the notes of birds. The fox and the deer run away from us; the bear and tiger rend us.

*

„More servants wait on man
Than he’ll take notice of. In every path,
He treads down that which doth befriend him
When sickness makes him pale and wan.
Oh mighty love! Man is one world, and hath
Another to attend him.”

*

sentence of Plato, that, „poetry comes nearer to vital truth than history.”

*

Every surmise and vaticination of the mind is entitled to a certain respect, and we learn to prefer imperfect theories, and sentences, which contain glimpses of truth, to digested systems which have no one valuable suggestion. A wise writer will feel that the ends of study and composition are best answered by announcing undiscovered regions of thought, and so communicating, through hope, new activity to the torpid spirit.

*

„The foundations of man are not in matter, but in spirit. But the element of spirit is eternity. To it, therefore, the longest series of events, the oldest chronologies are young and recent. In the cycle of the universal man, from whom the known individuals proceed, centuries are points, and all history is but the epoch of one degradation.”

*

„A man is a god in ruins. When men are innocent, life shall be longer, and shall pass into the immortal, as gently as we awake from dreams. Now, the world would be insane and rabid, if these disorganizations should last for hundreds of years. It is kept in check by death and infancy. Infancy is the perpetual Messiah, which comes into the arms of fallen men, and pleads with them to return to paradise.”

*

„Man is the dwarf of himself. Once he was permeated and dissolved by spirit. He filled nature with his overflowing currents. Out from him sprang the sun and moon; from man, the sun; from woman, the moon. The laws of his mind, the periods of his actions externized themselves into day and night, into the year and the seasons. But, having made for himself this huge shell, his waters retired; he no longer fills the veins and veinlets; he is shrunk to a drop. He sees, that the structure still fits him, but fits him colossally. Say, rather, once it fitted him, now it corresponds to him from far and on high. He adores timidly his own work. Now is man the follower of the sun, and woman the follower of the moon. Yet sometimes he starts in his slumber, and wonders at himself and his house, and muses strangely at the resemblance betwixt him and it. He perceives that if his law is still paramount, if still he have elemental power, if his word is sterling yet in nature, it is not conscious power, it is not inferior but superior to his will. It is Instinct.”

*

At present, man applies to nature but half his force. He works on the world with his understanding alone. He lives in it, and masters it by a penny-wisdom; and he that works most in it, is but a half-man, and whilst his arms are strong and his digestion good, his mind is imbruted, and he is a selfish savage. His relation to nature, his power over it, is through the understanding; as by manure; the economic use of fire, wind, water, and the mariner’s needle; steam, coal, chemical agriculture; the repairs of the human body by the dentist and the surgeon. This is such a resumption of power, as if a banished king should buy his territories inch by inch, instead of vaulting at once into his throne. 

*

Every spirit builds itself a house; and beyond its house a world; and beyond its world, a heaven. Know then, that the world exists for you. For you is the phenomenon perfect. What we are, that only can we see. All that Adam had, all that Caesar could, you have and can do. Adam called his house, heaven and earth; Caesar called his house, Rome; you perhaps call yours, a cobler’s trade; a hundred acres of ploughed land; or a scholar’s garret. Yet line for line and point for point, your dominion is as great as theirs, though without fine names. Build, therefore, your own world. As fast as you conform your life to the pure idea in your mind, that will unfold its great proportions. A correspondent revolution in things will attend the influx of the spirit. So fast will disagreeable appearances, swine, spiders, snakes, pests, madhouses, prisons, enemies, vanish; they are temporary and shall be no more seen.

Robert F. Kennedy, „On the Mindless Menace of Violence”, April 5, 1968

30 Marzec 2009

Zbyt często czcimy butę i wybuchy wściekłości, a także dzierżenie broni.

Zbyt często wybaczamy tym, którzy chcą budować własne życie na zruinowanych marzeniach innych istot ludzkich.

Ale to jest dosyć jasne: przemoc rodzi przemoc i ucisk rodzi odwet.

I jedynie oczyszczenie całego naszego społeczeństwa może usunąć choroby z naszych dusz.

 

Gdy uczysz człowieka, by nienawidził swego brata, gdy uczysz go, że jest on gorszym człowiekiem ze względu na kolor jego skóry, czy polityki, jaką prowadzi; gdy uczysz go, że Ci, którzy się od Ciebie różnią, zagrażają Twojej wolności lub Twojej pracy, czy Twojemu domowi lub rodzinie, to uczysz go, żeby stawać twarzą w twarz nie ze współobywatelem, ale z wrogiem. By nie współpracować, ale podbijać. Będzie ujarzmiać i opanować.

 

Uczymy, żeby patrzyli na swoich braci jak na obcych.

Obcych ludzi, z którymi dzielą miasto, ale nie społeczność.

Ludzi uwięzionych we wspólnych mieszkaniach, ale nie we wspólnym wysiłku.

 

Jesteśmy uczeni, aby dzielić jedynie powszechny starch, jedynie powszechne pożądania, żeby wycofać się od siebie. Jedynie zwykły impuls, żeby konflikty rozwiązywać siłą.

 

Nasze życie na tej planecie jest zbyt krótkie.

Praca, którą musimy wykonać jest zbyt wielka, żeby ten duch dłużej kwitnął w naszym kraju.

Oczywiście nie możemy go porzucić dzięki programowi czy uchwale..

Ale może zapamiętamy, nawet przez chwilę, że Ci, którzy żyją z nami, są naszymi braćmi. Że dzielą z nami ten sam, krótki moment życia. Że poszukują – podobnie jak my, jedynie szansy, aby przeżyć swoje życie celowo i w szczęściu, wygrywając tyle zadowolenia i spełnienia ile tylko mogą.

 

Na pewno ta więż wspólnego przeznaczenia, na pewno ta więź wspólnego celu może nauczyć nas czegoś. Na pewno możemy się nauczyć, aby rozejrzeć się między nami, między naszymi bliźnimi. Na pewno możemy zacząć pracować trochę ciężej, aby obwiązać rany pośród nas i stać się, w naszych sercach, raz jeszcze braćmi i rodakami.

 

Robert F. Kennedy

„On the Mindless Menace of Violence”

City Club of Cleveland, Cleveland, Ohio

April 5, 1968

 

This is a time of shame and sorrow. It is not a day for politics. I have saved this one opportunity, my only event of today, to speak briefly to you about the mindless menace of violence in America which again stains our land and every one of our lives.

 

It is not the concern of any one race. The victims of the violence are black and white, rich and poor, young and old, famous and unknown. They are, most important of all, human beings whom other human beings loved and needed. No one – no matter where he lives or what he does – can be certain who will suffer from some senseless act of bloodshed. And yet it goes on and on and on in this country of ours.

 

Why? What has violence ever accomplished? What has it ever created? No martyr’s cause has ever been stilled by an assassin’s bullet.

 

No wrongs have ever been righted by riots and civil disorders. A sniper is only a coward, not a hero; and an uncontrolled, uncontrollable mob is only the voice of madness, not the voice of reason.

 

Whenever any American’s life is taken by another American unnecessarily – whether it is done in the name of the law or in the defiance of the law, by one man or a gang, in cold blood or in passion, in an attack of violence or in response to violence – whenever we tear at the fabric of the life which another man has painfully and clumsily woven for himself and his children, the whole nation is degraded.

 

„Among free men,” said Abraham Lincoln, „there can be no successful appeal from the ballot to the bullet; and those who take such appeal are sure to lose their cause and pay the costs.”

 

Yet we seemingly tolerate a rising level of violence that ignores our common humanity and our claims to civilization alike. We calmly accept newspaper reports of civilian slaughter in far-off lands. We glorify killing on movie and television screens and call it entertainment. We make it easy for men of all shades of sanity to acquire whatever weapons and ammunition they desire.

 

Too often we honor swagger and bluster and wielders of force; too often we excuse those who are willing to build their own lives on the shattered dreams of others. Some Americans who preach non-violence abroad fail to practice it here at home. Some who accuse others of inciting riots have by their own conduct invited them.

 

Some look for scapegoats, others look for conspiracies, but this much is clear: violence breeds violence, repression brings retaliation, and only a cleansing of our whole society can remove this sickness from our soul.

 

For there is another kind of violence, slower but just as deadly destructive as the shot or the bomb in the night. This is the violence of institutions; indifference and inaction and slow decay. This is the violence that afflicts the poor, that poisons relations between men because their skin has different colors. This is the slow destruction of a child by hunger, and schools without books and homes without heat in the winter.

 

This is the breaking of a man’s spirit by denying him the chance to stand as a father and as a man among other men. And this too afflicts us all.

 

I have not come here to propose a set of specific remedies nor is there a single set. For a broad and adequate outline we know what must be done. When you teach a man to hate and fear his brother, when you teach that he is a lesser man because of his color or his beliefs or the policies he pursues, when you teach that those who differ from you threaten your freedom or your job or your family, then you also learn to confront others not as fellow citizens but as enemies, to be met not with cooperation but with conquest; to be subjugated and mastered.

 

We learn, at the last, to look at our brothers as aliens, men with whom we share a city, but not a community; men bound to us in common dwelling, but not in common effort. We learn to share only a common fear, only a common desire to retreat from each other, only a common impulse to meet disagreement with force. For all this, there are no final answers.

 

Yet we know what we must do. It is to achieve true justice among our fellow citizens. The question is not what programs we should seek to enact. The question is whether we can find in our own midst and in our own hearts that leadership of humane purpose that will recognize the terrible truths of our existence.

 

We must admit the vanity of our false distinctions among men and learn to find our own advancement in the search for the advancement of others. We must admit in ourselves that our own children’s future cannot be built on the misfortunes of others. We must recognize that this short life can neither be ennobled or enriched by hatred or revenge.

 

Our lives on this planet are too short and the work to be done too great to let this spirit flourish any longer in our land. Of course we cannot vanquish it with a program, nor with a resolution.

 

But we can perhaps remember, if only for a time, that those who live with us are our brothers, that they share with us the same short moment of life; that they seek, as do we, nothing but the chance to live out their lives in purpose and in happiness, winning what satisfaction and fulfillment they can.

 

Surely, this bond of common faith, this bond of common goal, can begin to teach us something. Surely, we can learn, at least, to look at those around us as fellow men, and surely we can begin to work a little harder to bind up the wounds among us and to become in our own hearts brothers and countrymen once again.

 

„Understanding Poetry”, by Dr. J. Evans Pritchard, Ph.D. [fictional character]

29 Marzec 2009

To fully understand poetry, we must first be fluent with its meter, rhyme and figures of speech, then ask two questions:

1) How artfully has the objective of the poem been rendered and

2) How important is that objective?

Question 1 rates the poem’s perfection; question 2 rates its importance. And once these questions have been answered, determining the poem’s greatness becomes a relatively simple matter.

If the poem’s score for perfection is plotted on the horizontal of a graph and its importance is plotted on the vertical, then calculating the total area of the poem yields the measure of its greatness.

A sonnet by Byron might score high on the vertical but only average on the horizontal. A Shakespearean sonnet, on the other hand, would score high both horizontally and vertically, yielding a massive total area, thereby revealing the poem to be truly great. As you proceed through the poetry in this book, practice this rating method. As your ability to evaluate poems in this matter grows, so will, so will your enjoyment and understanding of poetry.