‘La Boheme’ – Puccini

2 sierpień 2008 - autor: arcadioblog

“Kiedy wziąłem się do kompozycji śmieci Mimi i znalazłem owe akordy, ponure i powolne, oraz zagrałem je na fortepianie, chwyciło mnie tak silne wzruszenie, że musiałem wstać i na środku pokoju, sam jeden wśród nocnej ciszy, zacząłem płakać jak dziecko. Zdawało mi się, że jestem świadkiem śmierci stworzonej przez siebie istoty.”

[Partytura La Boheme została ukończona w Torre del Lago, w Toskanii, 10 grudnia 1895 r.]

Czeslaw Milosz, Nobel Banquet Speech

1 sierpień 2008 - autor: arcadioblog

“I am a part of Polish literature which is relatively little known in the world as it is hardly translatable. Comparing it with other literatures, I have been able to appreciate its rich oddity. It is a kind of a secret brotherhood with its own rites of communion with the dead”

Czeslaw Milosz, Nobel Banquet Speech, December 10, 1980

Verdi – o Rigoletto

16 lipiec 2008 - autor: arcadioblog

“Aby pisać dobrze, trzeba móc pisać szybko, jakby od jednego tchnienia, zostawiając sobie na potem dostosowywanie, przyozdabianie, wyczyszczenie szkicu całości. W przeciwnym razie komponowanie opery z przerwami grozi upodobnieniem jej do mozaiki pozbawionej stylu i charakteru”

[Verdi, 1849]

Marcel Proust, Pamięć i intelekt, esej

26 kwiecień 2008 - autor: arcadioblog

(…)

W porównaniu z ową przeszłością, intymną cząstką nas samych, prawdy intelektu wydają się mało realne. A jednak, zwłaszcza wtedy, gdy siły nasze są na wyczerpaniu, gdy tylko pragniemy ją odzyskać, zwracamy się ku temu wszystkiemu, co mogłoby nam pomóc, nawet jeśli zostaniemy źle zrozumiani przez inteligentnych ludzi, którzy nie wiedzą, że artysta jest kimś, kto żyje samotnie, kto rzeczom widzianym nie przyznaje absolutnej wartości, kto hierarchię prawdziwych wartości może odnaleźć tylko w sobie samym. Może się bowiem zdarzyć, że mierna opera wystawiona w prowincjonalnym teatrze, bal, który w oczach światowców wydałby się śmieszny, bądź to wywoła w nim wspomnienie, bądź to dopasuje się do świata jego marzeń i trosk w o wiele większym stopniu niż wspaniałe widowisko w Operze lub supereleganckie przyjęcie w Fabourg Saint-Germain. Nazwy stacji kolejowych na rozkładzie jazdy północnej kolei, gdzie w marzeniach wysiadał z wagonu w jesienny wieczór, kiedy to drzewa zgubiły już liście i mocno pachniały w ostrym powietrzu, pretensjonalna książka, pełna nazwisk, których nie słyszał od dzieciństwa, mogą być dla niego czymś znacznie ważniejszym od wszystkich wspaniałych książek filozoficzncyh i sprawić, że światowcy lub ludzie utalentowani wezmą go za pozbawionego smaku głupca.

Jesień 1774: Goethe : Werter

9 kwiecień 2008 - autor: arcadioblog

Takiej miłości każdy młodzian czeka, tak chce być kochana każda dziewczyna..

*

Rodzaj ludzki, to rzecz nad wyraz jednostajna! Większość spędza na pracy przeważną część życia, by żyć, a owa znikoma cząstka wolności, jaka im pozostaje, napawa ich taką obawą, iż czynią, co mogą, by jej się wyzbyć jak co prędzej.

*

także dorośli wałęsają się po tej ziemi podobni dzieciom, równie jak onie nie wiedząc wcale, skąd się wzieli i dokąd zmierzają i że tak samo nie kierują swych czynów ku prawdziwym celom i tak samo podlegają rządom łakoci i łozowej rózgi. (…) najszczęśliwszymi są właśnie ci, którzy żyją z dnia na dzień, piastują swe ulubione lalki, ubierają je i rozbierają, z należytym respektem przemykają koło szuflady, gdzie mama chowa pierniczki, a gdy na koniec wpadnie im w ręce pożądany przysmak, pożerają go chciwie, wołając: jeszcze!

*

Dlaczegóż tak rzadko wzbiera rwący potok geniuszu i w podziw wprawia dusze? Oto dlatego, że po obu jego brzegach rozsiedli się możni, spokojni panowie, posiadający t swe altanki, swe grzędy tulipanów i pola kapusty, przeto chcąc je uchronić od szkody, zawczasu już starają się usunąć grożące im niebezpieczeństwo przez tamowanie i odprowadzanie wzburzonych fal.

*

Któż jest w takim razie pierwszym? Ten, wydaje mi się, kto przeniknie innych i przemocą czy chytrością umie użyć ich namiętności i sił do spełnienia swych zamierzeń.

*

Czyż nie jestem czynny? I czyż nie wychodzi na jedno, czy się liczy ziarnka grochu, czy soczewicy? Wszystko w świecie jest ostatecznie marnością, a za głupca uważam człowieka, ubiegającego się o majątek czy zaszczyty tylko ze względu na innych, jeśli nie jest to jego własną potrzebą czy namiętnością.

*

O jedno Cię tylko proszę, oto nie zasypuj piaskiem atramentu na karteczkach, jakie mi posyłasz. Dzisiaj przywarłem ustami do twego pisma i teraz zgrzyta mi piasek w zębach.

*

Kobiety są mistrzyniami w tych sprawach i mają słuszność. Jeśli uda się im utrzymać zgodę pomiędzy dwu wielbicielami, zyskują na tym same najwięcej.

*

Myślała nad tym, że oto połączona jest na zawsze z mężem, którego miłości i wierności pewną była, którego też kochała prawdziwie. Jego spokojne usposobienie i nieposzlakowany charakter stanowiły nieocenionyt dar nieba i mogła swe szczęście na nich budować każda uczciwa  i dzielna kobieta. Oceniała należycie, czym jest dla niej, jak i dla rodzeństwa. Z drugiej strony Werner stał jej się niewypowiedzianie drogim. Od pierwszej chwili znajomości z nim przejawiło się łączące ich podobieństwo duchowe, a długie obcowanie z nim i mnóstwo przeżytych wspólnie chwil wywarło na nią wpływ niezatarty i opanowało serce. Nawykła dzielić się z nim każdą ciekawszą myślą czy wrażeniem, toteż rozłąka z nim spowodować musiała niezmiernie dotkliwe uczucie pustki, której bodaj nic wypełnić nie mogło. O, czemuż nie mogła go w jednej chwili zamienić w brata? Jakże czułaby się szczęśliwą! Potem zapragnęła ożenić go z jedną ze swych przyjaciółek i naprawić stosunek jego do Alberta. Zaczęła w myśli przechodzić po kolei wszystkie swe znajome, ale w każdej odkrywała jakąc wadę i nie znalazła żadnej, której by go oddać miała odwagę. Podczas tych rozmyślań odczuła dopiero głęboko, choć niezupełnie jeszcze jasno, że całą duszą i sercem pragnie zachować go dla samej siebie (..)

***

4th July 1776

9 kwiecień 2008 - autor: arcadioblog

“We hold these truths to be self-evident, that all men are created equal, that they are endowed by their Creator with certain unalienable Rights, that among these are Life, Liberty and the pursuit of Happiness” [4th July 1776. The Declaration of Independence]

Proust 4:230

30 marzec 2008 - autor: arcadioblog

Kałuże wody, których nie osuszyło błyszczące słońce, zmieniały grunt w prawdziwe bagnisko. Pomyślałem o babce, która niegdyś nie umiała przejść dwóch kroków, aby się nie zachlapać. Ale z chwilą gdym doszedł do drogi, to było prawdziwe olśnienie. Tam, gdzie widziałem z babką w sierpniu jedynie liście i jakby rusztowanie jabłoni, teraz, jak okiem sięgnąć, jabłonie kwitły z niesłychanym przepychem, z nogami w błocie, a w toalecie balowej, nie troszcząc się o to, aby nie zniszczyć najcudowniejszego różowego atłasu, jaki można sobie wyobrazić, błyszczącego w słońcu; odległy horyznt morza dawał im tło jak gdyby japońskiej ryciny; kiedy podniosłem głowę, aby spojrzeć na niebo poprzez kwiaty, które przepuszczały jego rozpogodzony, niemal fiołkowy błękit, rzekłbyś, że się rozsuwają, aby ukazać głąb tego raju. Pod tym lazurem lekki, ale zimny podmuch wiatru wprawiał w drżenie czerwniejące bukiety. Błękitne sikory przysiadały na gałęziach i skakały pobłażliwie między kwiatami, tak jakby jakiś amator egzotyzmu i barw sztucznie stworzył to żywe piękno. Ale piękno to wzruszało do łez, bo choćby najdalej zaszło w swoim wyrafinowaniu, czuło się, że jest naturalne, że te jabłonie są tam w szczerym polu jak chłopi na gościńcu francuskim. Następnie, po promieniach słońca przyszły nagle promienie deszczu, posiekały pręgami cały widnokrąg, pochwyciły szereg jabłoni w szarą sieć. Ale te dalej wznosiły swoją kwitnącą i różową piękność na wietrze, który stał się lodowaty w tej ulewie: to był dzień wiosny.