Inna mądrośc i samoobrona polega na tym, by n a j m o ż l i w i e j r z a d k o r e a g o w a ć i unikać położeń i warunków, w których by się było skazanym swoją “wolność”, swoją inicjatywę niejako zawiesić i stać się czystym reagens. Uczony, który w gruncie rzeczy tylko książki “odwala” – filolog o umiarkowanym zapędzie około dwustu dziennie – traci w końcu na wskroś i zupełnie zdolność myślenia na własną rękę. Jeśli nie odwala, nie myśli. O d p o w i a d a na podnietę (myśl czytaną), skoro myśli, w końcu reaguje już tylko. Uczony wydaje całą swą siłę na mówienie “tak” i “nie”, na krytykę tego, co już pomyślane – on sam już nie myśli… Instynkt samoobrony skruszał w nim, w przeciwnym razie broniłby się przeciw książkom. Uczony – do decadent. – Widziałem to na własne oczy: zdolne, bogato i swobodnie uposażone natury po trzydziestce już “na śmierć zaczytane”, jeszcze tylko zapałki, które trzeć trzeba, by iskry – “myśli” – wydały. – Wczesnym rankiem o brzasku dnia, wśród całej świeżości, o jutrzni swej siły – czytać k s i ą ż k ę - to zwę występkiem!
*
Ostatecznie nie może nikt z rzeczy, wliczając w to książki, wysłyszeć więcej niż wie. Do czego nie ma się dostępu na podstawie tego, co się samemu przeżyło, na to zgoła nie ma się ucha. Wyobraźmy sobie teraz najdalej idący wypadek: że książka mówi o samych takich wydarzeniach, które leżą zupełnie poza możliwością częstego, lub choćby rzadkiego doświadczenia – że jest to p i e r w s z y język dla oddania nowego szeregu doświadczeń. W tym wypadku nie będzie się nic po prostu słyszało, w tym akustycznym złudzeniu, że gdzie nic się nie słyszy, tam t e ż n i c n i e m a…
*
W istocie urzeczywistniłem w życiu przykaz Stendhala: radzi on wstęp do społeczeństwa otworzyć sobie p o j e d y n k i e m.
*
Opadło mnie z n i e c i e r p l i w i e n i e sobą; zrozumiałem, że czas najwyższy pomyśleć znowu o sobie. Nagle stało mi się w sposób straszny jasne, jak wiele czasu strwoniłem – jak bezużytecznie, jak samowolnie wygląda całe moje istnienie filologiczne na tle mego zadania. Wstydziłem się tej f a ł s z y w e j skromności… Dziesięć lat poza sobą, w których właściwie o d ż y w i a n i e ducha próżnowało we mnie, w których nie douczyłem się niczego potrzebnego, w których zapomniałem niedorzecznie dużo dla rupieci zapylonej uczoności
Wtedy też odgadłem dopiero związek między sprzecznie z instynktem obraną działalnością, tak zwanym “powołaniem”, do którego n a j m n i e j jest się powołanym – i swą potrzebą z a g ł u s z e n i a uczucia czczości i głodu za pomocą sztuki narkotycznej – na przykład sztuki Wagnera. Rozejrzawszy się uważniej, odkryłem, że w takim samym złym położeniu znajduje się wielka ilość młodzieńców: jedna przeciwnaturalność w y m u s z a formalnie drugą. (…) by nie być dwuznacznym, jest aż zbyt wielu skazanych rozstrzygać o sobie przedwcześnie i potem m a r n i e ć pod niedającym się zrzucić brzemieniem… Ci pragną Wagnera, jako o p i a t u – zapominają o sobie, pozbywają się siebie na chwilę… Co mówię! N a p i ę ć d o s z e ś c i u g o d z i n!
*
Czuję ochotę, uważam nawet za obowiązek, powiedzieć Niemcom w s z y s t k o, co mają na sumieniu. W s z y s t k i e w i e l k i e z b r o d n i e k u l t u r a l n e c z t e r e c h s t u l e c i m a j ą n a s u m i e n i u!… I zawsze z tego samego powodu, z najwnętrzniejszego przed rzeczywistością t c h ó r z o s t w a, które jest także tchórzostwem przed prawdą, ze zmienionej u nich w instynkt nieprawdziwości, z “idealizmu”… Niemcy pozbawili Europę żniwa, sensu ostatniego w i e l k i e g o okresu, okresu odrodzenia, w chwili, kiedy wyższy porządek wartości, kiedy wartości dostojne, życiu przyświadczające, przyszłość poręczające osiągneły w siedzibie wartości przeciwnych, w a r t o ś c i u p a d k u, zwycięstwo – i a ż w g ł ą b i n s t y n k t u t y c h, c o t a m s i e d z i e l i! Luter, ten mnich złowieszczy, przywrócił Kościół i, co po tysiąckroć gorsze, chrześcijaństwo z chwilą, gdy o n o u l e g a ł o… Chrześcijaństwo, to w religię wcielone z a p r z e c z e n i e w o l i ż y c i a… Luter, mnich niemożliwy, który z powodu swej “niemożliwości” na Kościół napadł – i – przeto! – go przywrócił… Katolicy mieliby powody święcić uroczystości Lutrowe, pisać widowiska Lutrowe… Luter – i “odrodzenie obyczajowe”! (…) Gdy z niesłychaną dzielnością i przezwyciężeniem siebie osiągnięto właśnie rzetelny , niedwuznaczny, doskonale naukowy sposób myślenia, Niemcy umieli dwa razy znaleźć drogi chyłkowe do starego “ideału”, pojednanie między prawdą a ideałem, formuły na prawo odrzucenia wiedzy, na prawo do k ł a m s t w a. Leibniz i Kant – te dwa największe hamulce intelektualnej rzetelności Europy! – Kiedy wreszcie na moście między dwoma stuleciami decadence zjawiła się force majeure geniuszu i woli, dość silna do stworzenia z Europy jedności, jedności politycznej i g o s p o d a r c z e j, w celu opanowania ziemi, Niemcy przez swoje “wojny o wolność”, pozbawili Europę sensu, cudownego sensu w istnieniu Napoleona – mają przeto wszystko, co nastąpiło, co dziś istnieje, na sumieniu, tę n a j p r z e c i w n i e j s z ą k u l t u r z e chorobę, i niedorzeczność, jaka istnieje, n a c j o n a l i z m, tę nevrose nationale, na którą Europa chorzeje, to uwiecznienie drobnopaństewkowości europejskiej, m a ł e j polityki: pozbawili Europę nawet jej sensu, jej r o z u m u – zawlekli ją w ulicę bez wyjścia. – Czy zna kto, oprócz mnie, w y j ś c i e z tej ulicy?… Zadanie, dość wielkie, z ł ą c z e n i a na nowo ludów Europy?…
*
Nie znoszę tej rasy, z którą razem będąc, jest się zawsze w złym towarzystwie.
*
Bowiem gdy prawda zetrze się z kłamstwem tysiącleci, nastąpią przewroty, zatrzęsie się ziemia, przeniosą się góry i doliny, że nawet o czymś podobnym nie śniono. Pojęcie polityki rozpłynie się wówczas całkiem w wojnie duchów, wszystkie potężne twory starej społeczności wysadzone zostaną w powietrze – wszystkie spoczywają na kłamstwie: nastaną wojny, jakich jeszcze nie było na ziemi. Dopiero ode mnie poczyna się na ziemi w i e l k a p o l i t y k a.
*
Znam swój los. Kiedyś przylgnie do imienia mego wspomnienie czegoś potwornego – przesilenia, jakiego zgoła nie było na ziemi, najgłębszego starcia się sumień, rozstrzygnięcia wywołanego p r z e c i w wszystkiemu, w co dotąd wierzono, czego żądano, co uświęcono. Jam zgoła nie człowiek, jam dynamit.